środa, 31 grudnia 2014

Rozdział 11

- Mam ochotę iść na imprezę i się upić do nieprzytomności.
Powiedziałam siadając po turecku na ławce i oblizując loda którego kupiłam razem z Lukiem.
- Ciekawe kto cię zabierze na tą imprezę.
Powiedział biorąc liza swojego loda.
- Ty.
Pokazałam palcem na niego.
- Nie ma mowy. Ja nie piję.
- Luke... Nie udawaj.
- No dobra. Ale tylko w dwoje?
- Nie. Z Darcy, Soph, Calem, Jayem, Chrisem i Mikeyem
- A będą chcieli iść?
Popatrzyłam na niego jak na idiotę.
- czemu patrzysz na mnie jak na idiotę?
- bo nim jesteś. Oni? Nie będą chcieli iść na imprezę?
- Masz rację.
Powiedział, a ja wyjęłam telefon i napisałam sms'y na które od razu dostałam odpowiedzi.
- Wszyscy chcą iść. O 20.00 masz być pod moim domem. Nie spóźnij się. Kocham Cię.
Pocałowałam go delikatnie i poszłam w kierunku domu.
***
Spojrzałam na zegarek. Była 19.25. Szybko wzięłam prysznic, wysuszyłam włosy po czym je rozczesałam, nałożyłam lekki make up i ubrałam sukienkę której kolor wpadał w pudrowy róż. Do tego założyłam takie same szpilki i łańcuszek, oraz bransoletkę od mojego chłopaka i nim się obejrzałam własnie on zadzwonił do drzwi mojego domu.
- Ej, bo pojedziemy bez ciebie!
Krzyknął Mikey, a ja potykając się o własne nogi, ledwo zeszłam na dół.
- Jestem już
Wysłałam im promienny uśmiech, a Luke tylko oblizał i przygryzł wargę.
- dobra. To ja ide do auta. Widzę was tam za 15 minut.
Powiedział mój brat zostawiając nas samych.
- Wyglądasz nieziemsko.
Powiedział Luke przyciągając mnie do siebie.
- Codziennie budzę się piękna ale dziś to przesadziłam.
Zaśmiałam się w odpowiedzi.
- A ta krwista szminka dla mnie ma się rozumieć?
- wiesz co planowałam, że znajdę sobie kogoś kto mógłby jej posmakować ale ty od biedy tez możesz być
Mruknęłam na co dostałam klapsa w tyłek.
- Może zostaniemy w domu?
- Lucas do samochodu i to już.
Popchnęłam chłopaka i zamknęłam drzwi.
***
Kiedy podjechaliśmy pod klub wszyscy w ósemkę weszliśmy do środka.  Ja, Soph i Darcy poszłyśmy na parkiet by trochę potańczyć, a chłopacy postanowili posiedzieć przy barze.
- Ej dziewczyny. Za nami na lewo. Awww
Krzyknęła Darcy która znana była z niestałych związków.
- Kochanie, a Jay?
zapytałam na co ona pokręciła głową.
- Jay na razie nie wykazuje chęci do mnie, więc jestem w 55% procentach wolna
- A co z pozostałymi 45 procentami?
Zapytała Soph poprawiając włosy
- w tylu moje serce jest oddane Jay'owi
Uśmiechnęła się promiennie zaczynając znów tańczyć. Bawiłyśmy się bardzo dobrze, a nawet lepiej. Tak naprawdę czekałyśmy tylko aż chłopcy zaproszą nas do tańczenia lecz po godzinie stwierdziłyśmy, ze ich leniwe tyłki przykleiły się do krzeseł przy barze.
- Skyline. Atakuj !
Warknęła darcy wskazując na jakąś szczupłą, blondi z dużymi cyckami i fajną dupą, która kręciła się przy moim chłopaku. Szybko zaczęłam iść w ich stronę, a gdy byłam przy nich usiadłam chłopakowi na kolana i pocałowałam delikatnie
- Zmęczyłam się tym tańczeniem, misiu.
Powiedziałam ignorując dosyć atrakcyjną dziewczynę która zaczęła patrzeć na mnie jakbym zabiła jej rodzinę i przespała się z jej psem.
- Kimberly to moja dziewczyna Skyline.
Powiedział Luke kładąc podbródek na moim ramieniu.
- Miło mi. Wiesz co Luke. Ja już sobie pójdę. Miło było, pa
Powiedziała i zniknęła.
- Od razu kiedy tu podeszła czułem, że prędzej czy później się tu pojawisz.
- Zły Lucas?
- Nie ty mała zazdrośnico.
- Miała fajną dupę i duże cycki co nie?
- Mimo wszystko... Wolę to co masz ty.
Powiedział szczypiąc mnie w pośladek.
- Napijesz się czegoś czy od razu chcesz iść do auta na tylne siedzenie.
- Najpierw się czegoś napiję, potem ty ze mną zatańczysz, potem znów się upiję i odwieziesz mnie do domu na tylnym siedzeniu po czym wniesiesz mnie do mojego pokoju, przebierzesz w koszulę nocną, przykryjesz kołderką, pocałujesz w nosek i... i tu masz wybór. Albo położysz się obok albo postanowisz jechać do domu i narazisz tym wiele ludzi których możesz przez to zabić.
- Ugh... Wybieram ta pierwszą wersję.
- Grzeczny chłopiec.
Powiedziałam pijąc drinka którego dostałam od Chrisa.
- A teraz chodź i zatańcz ze mną.
- Nie tańczę.
- Więc dobrze. Będziesz patrzył jak twoja dziewczyna się upija.
Wzdrygnęłam ramionami i dokończyłam whiskey.

Luke PO'V
Po czterech godzinach świetnej zabawy wszyscy się upiliśmy. Ale dziewczyny ciut za dużo.
- Ej dobra. Wracamy do domu. Katherine będzie na mnie wściekła, ze jej nie powiedziałem.
Powiedział Calum i wszyscy wstaliśmy z naszych miejsc.
- Dasz radę iść sama?
Popatrzyłem na Sky której oczy były całe czerwone. Przez chwilę  patrzyłem jak Jay i Chris wyprowadzają z klubu pijane Soph i Darcy i bez zastanowienia wziąłem Sky na ręce i wyniosłem ją do auta.
***'
Gdy odwiozłem prawie wszystkich zaparkowałem pod domem Sky i Mikey'a.
- Odklucz drzwi, a ja ją zaniose.
Powiedziałem do przyjaciela i wyjąłem pijaną dziewczynę z auta po czym wykonałem wszystko wedle wcześniej podanych przez nią wskazówek. Zszedłem na dół do kuchni napić się czegoś i zobaczyłem Mikey'a siedzącego przy stole i chowającego twarz w dłoniach.
- Co jest stary?
- Nic Luke. Po prostu jestem zmęczony.
- Tak nie wygląda zmęczony człowiek. Nawet jeśli jest pijany
- Dziś się wiedziałem z Cristal
- I?
- I powiedziała, że to koniec. Że ja nie mam dla niej czasu.
- Ty zawsze miałeś dla niej czas.
- Ale nie tyle ile ona by go chciała.
- Stary pogadaj z nią. Ale nie teraz. Jutro na spokojnie.
- I tak zrobię. Dobra idę spać. Dobranoc
Powiedział i wszedł do góry po schodach, a ja zanim po czym wszedłem do pokoju mojej dziewczyny i położyłem się obok niej mocno ją przytulając.
*********
Tak więc to ostatni post w tym roku. Wszystkim życzę szczęśliwego nowego roku :)
Love ya xx

Rozdział 10

Leżeliśmy wtuleni w siebie, a po chwili zaczęłam bawić się jego palcami.
- Wiesz, że jeśli Mikey się dowie to mnie wykastruje ?
- Życie jest brutalne słonko
Powiedziałam obracając twarz w jego stronę.
- Jesteś głupia.
- Ja jestem mądra ale ty jesteś za głupi by to dostrzec.
Powiedziałam wstając i podchodząc do szafy
- Wstawaj i ubieraj się. Mikey zaraz bedzie w domu.
Powiedziałam wskazując na zegar i wyjmując z szafy bluzkę Nirvany z wyciętymi bokami oraz czarne wydarte jeansy.
- Ja chcę jeszcze raz.
Mruknął wstając i ubierając się na co ja się zaśmiałam. Nagle usłyszelismy odgłos zamykanych drzwi na co szybko przywróciliśmy się do stanu w jakim byliśmy przed wyjściem mojego brata.
- Sky !!
Usłyszałam z dołu na co szybko wybiegłam z pokoju i zbiegłam po schodach
- wołałes?
- Tak... Co robiliscie, gdy mnie nie było
- Na początek zapaliliśmy parę jointów które popiliśmy whiskey z barku taty po czym na haju pieprzyliśmy się tak mocno, że aż całe łóżko się rozleciało
Mruknęłam
- Masz bujną wyobraźnię siostrzyczko
Powiedział, gdy poczułam jak ręce Luka oplatają się w około mojej talii.
- Ale ona tego nie wymyśliła. Tak było. Teraz musisz tylko naprawić to łóżko byśmy mogli to powtórzyć.
- Jebcie się.
- No własnie to robiliśmy !
Krzyknęliśmy jednocześnie
- Obaj jestescie tak samo idiotami
Powiedział Mikey odchodząc od nas do salonu.
- Nie chce wierzyć to nie.
Wzdrygnęłam ramionami i chwyciłam Luka za rękę prowadząc w stronę drzwi frontowych
- Mam sobie iść ?
Powiedział robiąc minę zbitego psa.
- Nie. Idziemy. MY. Razem.
Mruknęłam i wyszliśmy z domu. Ciągnęłam go aż do starbucksa.
- Jeśli chcesz sobie posiedzieć to równie dobrze możemy teraz siedzieć u mnie na łóżku, a dokładnie ty na mnie.
- Zbok.
Prychnęłam otwierając drzwi od kawiarni.
- Poczekaj tu. Mam ochotę na czekoladę.
Spojrzałam mu prosto w oczy i ustawiłam się w kolejce. Po parunastu minutach, z gorąca czekoladą w ręce wyszłam wraz z mym chłopakiem z kawiarni.
- Wiesz, że wyglądasz tak cholernie niesamowicie?
Jęknął wprost do mojego ucha.
- Bo to ja. Ja zawsze wyglądam niesamowicie
- Ale skromna.
Powiedział siadając na ławce i przyciągając mnie bym zrobiła to samo.

rozdział 9

Po dwóch tygodniach spędzonych w niewygodnym szpitalnym łóżku wreszcie mogłam wyspać się na moim miękkim łóżeczku. Opadłam na miękki materac i zamknęłam oczy, gdy mój telefon zaczął dzwonić. Odebrałam włączając głośnomówiący i kładąc znów głowę w poduszki
- Już w domu?
- Tak nareszcie
- Co robisz księżniczko
- Właśnie biegam sobie dookoła stadionu i zaraz będę szła na ring bić się z bokserami
- Chciałbym zobaczyć jak takie małe ciałko leje takich wielkich napakowanych gości.
- Teraz to mam ochotę zlać ciebie.
- Co znów zrobiłem?
Westchnął do słuchawki
- Nic nie zrobiłeś. Właśnie o to chodzi. Czemu nie ma cię jeszcze u mnie?
Krzyknęłam i usłyszałam sygnał zakończonego połączenia. Luke nie mieszkał daleko. Tylko dwa domy dalej także wstałam i jedyne co zdążyłam zrobić to umyć zęby i rozczesać włosy, gdy usłyszałam dzwonek. Byłam ubrana w bluzę Luka którą zabrałam mu, gdy kiedyś u niego spałam i luźne dresowe spodnie. Otworzyłam drzwi w których stał chłopak.
- Wyglądasz piękniej niż zawsze.
Chwycił mnie w talii i przyciągnął do siebie muskając delikatnie moje usta.
- A ty kłamiesz lepiej niż zawsze.
Mruknęłam składając delikatny pocałunek na jego wargach.
- A patrząc na was chce mi się rzygać bardziej niż zawsze.
Wtrącił Mikey. Cicho się zaśmiałam i chwyciłam dłoń chłopaka prowadząc go po schodach do góry.
Kiedy byliśmy u mnie w pokoju Luke zatrzasnął drzwi i położył się obok mnie na łóżku.
- Już wszystko ok?
Spytał kiedy ja wtuliłam się w niego.
- Bardzo dobrze. Ale nie rozmawiajmy o tym.
Pocałował mnie delikatnie w czubek głowy, a ja zaczęłam bawić się jego palcami. Leżeliśmy przez chwilę w ciszy, gdy ja usiadłam na nim. Chwycił mnie za uda i popatrzył na mnie jak związywałam włosy w koka.
- Skyline co ty do cholery kombinujesz? Nie by mi się to nie podobało ale Michael jest w domu i wolę go nie denerwować.
Zaśmiał się.
- Och. Siedź cicho.
Powiedziałam pasując jego brzuch.
- Skąd wiesz co chcę zrobić?
- Bo ja wiem co bym chętnie teraz z tobą zrobił.
Usiadł i zaczął masować moje plecy. Przegryzłam wargę i delikatnie go pocałowałam, gdy usłyszałam głos starszego brata
- Wychodzę. Tylko grzecznie mi tu.
Powiedział, a my zaczęliśmy się śmiać. Znów złączyłam nasze usta i delikatnie pociągnęłam z końcówki jego włosów na co on cicho jęknął. Nagle poczułam jego dłonie ściskające moje pośladki.
- Luke. Nie słyszałeś mojego starszego brata. MAMY BYĆ GRZECZNI.
- Ugh. Nie mów, że chcesz go słuchać.
- Och, oczywiście że nie.
Włożyłam dłonie pod jego koszulkę i zaczęłam masować jego mięśnie, a on w tym momencie przegryzał skórę na mojej szyi. Widziałam podniecenie w jego oczach. Chciał tego bardzo, więc delikatnie zaczęłam ruszać biodrami w  miejscu jego członka.
- Jeśli chciałaś mnie podniecić. To ci się to udało ale teraz pozwól, że ja się tym zajmę.
Powiedział kładąc mnie na łóżku i zdejmując ze mnie spodnie oraz bluzę. Kiedy on całował mnie po brzuchu ja zdążyłam odpiąć jego spodnie.
- Zachowujesz się jak profesjonalistka, złotko
Mruknął mi  ucho.
- A tak na prawdę robię to pierwszy raz.
Delikatnie zgryzłam wargę.
- Jesteś pewna, że chcesz to zrobić?
- Bardziej pewna już nie będę.
- Słuchaj misiu
Wyczułam w jego głosie czułość.
- będę delikatny. To ty będziesz decydować o wszystkim, ok?
Spytał, a ja kiwnęłam głową.
- Teraz pomalutku w ciebie wejdę. Kiedy będę miał przestać, po prostu powiedź.
- Dobrze
Sama zdziwiłam się moim zachowaniem. Na początku byłam pewna tego co chcę zrobić, a teraz... A teraz się strasznie wahałam. Nagle poczułam ból który sprawił, że w moich oczach pojawiły się łzy.
- Jestem przy końcu. Mam przestać?
- Nie.
mruknęłam, a on kontynuował.

--------------
Także ten rozdział pewnie należy do tych najkrótszych ( ponieważ pisany był na telefonie ) i do najnudniejszych. W ramach przeprosin dziś napiszę dwa kolejne rozdziały.
Mam nadzieję, że się podobał.
Love  xx

środa, 17 grudnia 2014

rozdział 8

LUKE PO'V

Przez długie siedzenie na korytarzu czułem jak oczy same sie zamykają ale wiedziałem, że nie moge zasnąć. Nerwowe kroki Darcy która chodziła cały czas w kółko zaczynały mnie denerwować.
-  Darcy, przestań
- Ale co?
- Denerwuję się już o to że nie mówią co ze Sky, a twoje chodzenie w kółko to pogarsza.
- Też sie martwię, ok ? Siedzimy tu już 2 godziny i jestem zmęczona.
- Jedź do domu. Zadzwonię.
- Będziesz tu sam
- Zadzwonię po Mikey'a on i tak musi wiedzieć.
- Dobra. Pamietaj dzwoń.
powiedziała wysyłając mi promienny uśmiech i znikając w długim korytarzu. Wyciągnąłem telefon z kieszeni i wybrałem numer Michaela.
- Hej Luke. Co jest?
- Jak szybko przyjedziesz do szpitala?
- Debilu... Co znów zrobiłeś? Co ci jest?
- Nie ja tylko Collin i nie mi tylko....
- Tylko?
- Tylko Sky. Jak szybko będziesz?
- Zaraz jestem
Powiedział z wyczuwalną złością w głosie. Odłożyłem telefon i oparłem głowę o ścianę przeklinając wszystkie rzeczy za to że Jenny się tam pojawiła. Zamknąłem oczy, gdy poczułem znajomy zapach obok siebie. Mój mózg zaczął sobie wyobrażać, że kiedy otworze oczy zobaczę Skyline ale wiedziałem, że to Mikey.
- Masz.
Powiedział dając mi kubek kawy
- Darc powiedziała,że długo tu już siedzisz. Idź odpocznij.
- Nie zostawię jej!
Krzyknąłem
- Ona też na pewno chciałaby byś odpoczął
- Zostanę tu i nic nie zmieni mojej decyzji.
- Powiedź szczerze. Ile już tu jesteś
Spytał, a ja zobaczyłem na godzine na telefonie
- 4 godziny
Powiedziałem przejeżdżając ręką po twarzy, gdy wyszedł lekarz. Oboje wstaliśmy w jednakowym czasie patrząc na lekarza idącego w naszą stronę.
- Co z nią?
Lekarz popatrzył na nas wzrokiem który wywołał u mnie dreszcze.
- Obudziła się. Wszystko jest dobrze.
Odetchnąłem z ulgą.
- Mogę do niej wejść?
- Um... No dobrze. Jest słaba i nie mozna jej denerwować.
Na słowa lekarza od razu wszedłem do sali w której leżała Sky. Usiadłem obok jej łóżka i chwyciłem jej rękę splatając nasze palce.
- Jesteś?
Spytała stłumionym głosem patrząc na mnie.
- I nigdzie się nie wybieram królewno.
Pogładziłem ją lekko po policzku. Była zimna i blada co sprawiało, że martwiłem się bardziej.
- Przecież możesz być teraz z Jenny. Po co tu jesteś?
- Nigdy nie chciałem być z Jenny. Przyszła tam, bo zrobi wszystko by mnie zdenerwować.
- Collin też chciał mnie przeprosić. Wpadłam na niego i sie przewróciłam. Dalej.. Pustka. Ile tu już jesteś?
- Leżysz tu jakieś 4 i pół godziny, więc 4 i pół godziny.
- Jest późno. Idź do domu i się prześpij.
- Ok... Ale jutro rano będę.
Powiedziałem i lekko pocałowałem ją w czubek głowy po czym wyszedłem.
****
Obudziły mnie krople deszczu które uderzały w okno. po chwili usłyszałem grzmot. Od razu chwyciłem telefon i wybrałem numer Sky.
- Boisz się?
Spytałem po tym jak odebrała. Ona od dziecka bała się burzy i zawsze gdy takowa była biegłem do niej i mocno ją przytulałem.
- Trochę.
- Zaraz będę.
Powiedziałem wyskakując z łóżka i szybko zakładając byle jakie ubrania. Wybiegłem z domu i szybko pobiegłem do szpitala. W recepcji dostałem pozwolenie na wejście do mojej dziewczyny.
Gdy wchodziłoem do jej sali zobaczyłem uśmiech na jej twarzy.
- Nie musiałeś głupku.
- Zawsze tak było to będzie i teraz.
Powiedziałem chwytając jej rękę.
- Kocham cię
- Ja ciebie też

czwartek, 4 grudnia 2014

Rozdział 7

Luke PO'V
Jenny znalazła się tam w złym momencie. Akurat w tedy gdy miałem spotkać się ze Sky. To miała być niespodzianka... Coś o czym zawsze marzyła. Odepchnąłem Jen i zacząłem iść w kierunku domu Skyline by to wszystko jej wytłumaczyć. Kopałem wszystko co leżało na drodze. Nagle usłyszałem przed sobą głos. Podniosłem głowę i zobaczyłem jakąś dziewczynę leżącą na chodniku i chłopaka stojącego nad nią. Jestem ciekawski, więc podszedłem tam i zobaczyłem Sky. Leżała w kałuży krwi, a nad nią stał Colin. Nie wiedziałem czy najpierw zabic Colina czy zadzwonić po karetkę ale wybrałem tą rozsądniejszą opcje.
***
Siedziałem pod salą patrząc na sufit. Nie dzwoniłem po nikogo. Nie chciałem ich sprowadzać do szpitala by się martwili i zapewniali mnie, ze będzie wszystko ok. Będzie... Musi być ok i nie potrzebuję by ktoś mi to uświadamiał. Nagle z sali wyszedł lekarz. Spojrzał tylko na mnie i pokiwał głową po czym poszedł. Wyjąłem z kieszeni zdjęcie z Sky które dała mi kiedyś bym zawsze o niej pamiętał. Byliśmy młodzi i wszytko było żartem... Dla nas... Pamiętam to jakby to było przed chwilą.

-----------------------
Skyline PO'V

Zaczęłam skakać obok Lucasa i śmiać się głośno
- Co cię śmieszy mała frytko ?
- Tylko nie frytko Lucas !
- Ugh!
Zaśmiał się, a ja go przytuliłam po czym wsunęłam mu złożoną kartkę w dłoń
- Co to?
Spojrzał na mnie
- To byś zawsze o mnie pamiętał. To z wtedy, gdy wskoczyłeś mi na plecy i przewróciliśmy się do liści
Mruknęłam znów go przytulając.
-------------------------------

Wciąż wiem, że ma mi za złe to, że się nie odzywałem. Ale nigdy o niej nie zapomniałem.
Zawsze ja kochałem ale byłem za bardzo egoistyczny by zobaczyć, że ona mnie też. Wstałem i podszedłem do szklanych drzwi od sali. Leżała tam z maską tlenową. Była blada, bardziej białego koloru nigdy nie widziałem. Zobaczyłem, że ma na ręce bransoletkę, tę samą którą dałem jej pięć lat temu

------------------------
- Ej Sky
Krzyknąłem, a dziewczyna zeszła z huśtawki i podeszła do mnie.
- Tak?
- Mam coś dla ciebie
Powiedziałem i założyłem na jej nadgarstek bransoletkę o której zawsze marzyła.
- Luke... Nie musiałes
Mruknęła
- Dla ciebie wszystko, skarbie.
-------------------------------

Nagle mój telefon zaczął dzwonić.
- Halo?
- Luke ty świnio jak mogłe..
- Darcy... Sky leży w szpitalu. Przyjedź.
Nagle usłyszałem głos zakończonego połączenia.
Patrzyłem na Sky mysląc, że to wszystko moja wina. Chciałem ją teraz przytulić i mówic jej, ze ją kocham i tylko ona się liczy. Nagle usłyszałem głos za mną
- co jej ?
- Darcy... Jesteś... Nie wiem co jest. Widziałem tylko jak Colin stał na nią, a ona leżała w kałuży krwi.
- Zabiję go jak go spotkam.
- Nie tylko ty.
- Bedzie dobrze?
- Musi darc... Musi