LUKE PO'V
Przez długie siedzenie na korytarzu czułem jak oczy same sie zamykają ale wiedziałem, że nie moge zasnąć. Nerwowe kroki Darcy która chodziła cały czas w kółko zaczynały mnie denerwować.
- Darcy, przestań
- Ale co?
- Denerwuję się już o to że nie mówią co ze Sky, a twoje chodzenie w kółko to pogarsza.
- Też sie martwię, ok ? Siedzimy tu już 2 godziny i jestem zmęczona.
- Jedź do domu. Zadzwonię.
- Będziesz tu sam
- Zadzwonię po Mikey'a on i tak musi wiedzieć.
- Dobra. Pamietaj dzwoń.
powiedziała wysyłając mi promienny uśmiech i znikając w długim korytarzu. Wyciągnąłem telefon z kieszeni i wybrałem numer Michaela.
- Hej Luke. Co jest?
- Jak szybko przyjedziesz do szpitala?
- Debilu... Co znów zrobiłeś? Co ci jest?
- Nie ja tylko Collin i nie mi tylko....
- Tylko?
- Tylko Sky. Jak szybko będziesz?
- Zaraz jestem
Powiedział z wyczuwalną złością w głosie. Odłożyłem telefon i oparłem głowę o ścianę przeklinając wszystkie rzeczy za to że Jenny się tam pojawiła. Zamknąłem oczy, gdy poczułem znajomy zapach obok siebie. Mój mózg zaczął sobie wyobrażać, że kiedy otworze oczy zobaczę Skyline ale wiedziałem, że to Mikey.
- Masz.
Powiedział dając mi kubek kawy
- Darc powiedziała,że długo tu już siedzisz. Idź odpocznij.
- Nie zostawię jej!
Krzyknąłem
- Ona też na pewno chciałaby byś odpoczął
- Zostanę tu i nic nie zmieni mojej decyzji.
- Powiedź szczerze. Ile już tu jesteś
Spytał, a ja zobaczyłem na godzine na telefonie
- 4 godziny
Powiedziałem przejeżdżając ręką po twarzy, gdy wyszedł lekarz. Oboje wstaliśmy w jednakowym czasie patrząc na lekarza idącego w naszą stronę.
- Co z nią?
Lekarz popatrzył na nas wzrokiem który wywołał u mnie dreszcze.
- Obudziła się. Wszystko jest dobrze.
Odetchnąłem z ulgą.
- Mogę do niej wejść?
- Um... No dobrze. Jest słaba i nie mozna jej denerwować.
Na słowa lekarza od razu wszedłem do sali w której leżała Sky. Usiadłem obok jej łóżka i chwyciłem jej rękę splatając nasze palce.
- Jesteś?
Spytała stłumionym głosem patrząc na mnie.
- I nigdzie się nie wybieram królewno.
Pogładziłem ją lekko po policzku. Była zimna i blada co sprawiało, że martwiłem się bardziej.
- Przecież możesz być teraz z Jenny. Po co tu jesteś?
- Nigdy nie chciałem być z Jenny. Przyszła tam, bo zrobi wszystko by mnie zdenerwować.
- Collin też chciał mnie przeprosić. Wpadłam na niego i sie przewróciłam. Dalej.. Pustka. Ile tu już jesteś?
- Leżysz tu jakieś 4 i pół godziny, więc 4 i pół godziny.
- Jest późno. Idź do domu i się prześpij.
- Ok... Ale jutro rano będę.
Powiedziałem i lekko pocałowałem ją w czubek głowy po czym wyszedłem.
****
Obudziły mnie krople deszczu które uderzały w okno. po chwili usłyszałem grzmot. Od razu chwyciłem telefon i wybrałem numer Sky.
- Boisz się?
Spytałem po tym jak odebrała. Ona od dziecka bała się burzy i zawsze gdy takowa była biegłem do niej i mocno ją przytulałem.
- Trochę.
- Zaraz będę.
Powiedziałem wyskakując z łóżka i szybko zakładając byle jakie ubrania. Wybiegłem z domu i szybko pobiegłem do szpitala. W recepcji dostałem pozwolenie na wejście do mojej dziewczyny.
Gdy wchodziłoem do jej sali zobaczyłem uśmiech na jej twarzy.
- Nie musiałeś głupku.
- Zawsze tak było to będzie i teraz.
Powiedziałem chwytając jej rękę.
- Kocham cię
- Ja ciebie też
Boski
OdpowiedzUsuń