środa, 31 grudnia 2014

Rozdział 11

- Mam ochotę iść na imprezę i się upić do nieprzytomności.
Powiedziałam siadając po turecku na ławce i oblizując loda którego kupiłam razem z Lukiem.
- Ciekawe kto cię zabierze na tą imprezę.
Powiedział biorąc liza swojego loda.
- Ty.
Pokazałam palcem na niego.
- Nie ma mowy. Ja nie piję.
- Luke... Nie udawaj.
- No dobra. Ale tylko w dwoje?
- Nie. Z Darcy, Soph, Calem, Jayem, Chrisem i Mikeyem
- A będą chcieli iść?
Popatrzyłam na niego jak na idiotę.
- czemu patrzysz na mnie jak na idiotę?
- bo nim jesteś. Oni? Nie będą chcieli iść na imprezę?
- Masz rację.
Powiedział, a ja wyjęłam telefon i napisałam sms'y na które od razu dostałam odpowiedzi.
- Wszyscy chcą iść. O 20.00 masz być pod moim domem. Nie spóźnij się. Kocham Cię.
Pocałowałam go delikatnie i poszłam w kierunku domu.
***
Spojrzałam na zegarek. Była 19.25. Szybko wzięłam prysznic, wysuszyłam włosy po czym je rozczesałam, nałożyłam lekki make up i ubrałam sukienkę której kolor wpadał w pudrowy róż. Do tego założyłam takie same szpilki i łańcuszek, oraz bransoletkę od mojego chłopaka i nim się obejrzałam własnie on zadzwonił do drzwi mojego domu.
- Ej, bo pojedziemy bez ciebie!
Krzyknął Mikey, a ja potykając się o własne nogi, ledwo zeszłam na dół.
- Jestem już
Wysłałam im promienny uśmiech, a Luke tylko oblizał i przygryzł wargę.
- dobra. To ja ide do auta. Widzę was tam za 15 minut.
Powiedział mój brat zostawiając nas samych.
- Wyglądasz nieziemsko.
Powiedział Luke przyciągając mnie do siebie.
- Codziennie budzę się piękna ale dziś to przesadziłam.
Zaśmiałam się w odpowiedzi.
- A ta krwista szminka dla mnie ma się rozumieć?
- wiesz co planowałam, że znajdę sobie kogoś kto mógłby jej posmakować ale ty od biedy tez możesz być
Mruknęłam na co dostałam klapsa w tyłek.
- Może zostaniemy w domu?
- Lucas do samochodu i to już.
Popchnęłam chłopaka i zamknęłam drzwi.
***
Kiedy podjechaliśmy pod klub wszyscy w ósemkę weszliśmy do środka.  Ja, Soph i Darcy poszłyśmy na parkiet by trochę potańczyć, a chłopacy postanowili posiedzieć przy barze.
- Ej dziewczyny. Za nami na lewo. Awww
Krzyknęła Darcy która znana była z niestałych związków.
- Kochanie, a Jay?
zapytałam na co ona pokręciła głową.
- Jay na razie nie wykazuje chęci do mnie, więc jestem w 55% procentach wolna
- A co z pozostałymi 45 procentami?
Zapytała Soph poprawiając włosy
- w tylu moje serce jest oddane Jay'owi
Uśmiechnęła się promiennie zaczynając znów tańczyć. Bawiłyśmy się bardzo dobrze, a nawet lepiej. Tak naprawdę czekałyśmy tylko aż chłopcy zaproszą nas do tańczenia lecz po godzinie stwierdziłyśmy, ze ich leniwe tyłki przykleiły się do krzeseł przy barze.
- Skyline. Atakuj !
Warknęła darcy wskazując na jakąś szczupłą, blondi z dużymi cyckami i fajną dupą, która kręciła się przy moim chłopaku. Szybko zaczęłam iść w ich stronę, a gdy byłam przy nich usiadłam chłopakowi na kolana i pocałowałam delikatnie
- Zmęczyłam się tym tańczeniem, misiu.
Powiedziałam ignorując dosyć atrakcyjną dziewczynę która zaczęła patrzeć na mnie jakbym zabiła jej rodzinę i przespała się z jej psem.
- Kimberly to moja dziewczyna Skyline.
Powiedział Luke kładąc podbródek na moim ramieniu.
- Miło mi. Wiesz co Luke. Ja już sobie pójdę. Miło było, pa
Powiedziała i zniknęła.
- Od razu kiedy tu podeszła czułem, że prędzej czy później się tu pojawisz.
- Zły Lucas?
- Nie ty mała zazdrośnico.
- Miała fajną dupę i duże cycki co nie?
- Mimo wszystko... Wolę to co masz ty.
Powiedział szczypiąc mnie w pośladek.
- Napijesz się czegoś czy od razu chcesz iść do auta na tylne siedzenie.
- Najpierw się czegoś napiję, potem ty ze mną zatańczysz, potem znów się upiję i odwieziesz mnie do domu na tylnym siedzeniu po czym wniesiesz mnie do mojego pokoju, przebierzesz w koszulę nocną, przykryjesz kołderką, pocałujesz w nosek i... i tu masz wybór. Albo położysz się obok albo postanowisz jechać do domu i narazisz tym wiele ludzi których możesz przez to zabić.
- Ugh... Wybieram ta pierwszą wersję.
- Grzeczny chłopiec.
Powiedziałam pijąc drinka którego dostałam od Chrisa.
- A teraz chodź i zatańcz ze mną.
- Nie tańczę.
- Więc dobrze. Będziesz patrzył jak twoja dziewczyna się upija.
Wzdrygnęłam ramionami i dokończyłam whiskey.

Luke PO'V
Po czterech godzinach świetnej zabawy wszyscy się upiliśmy. Ale dziewczyny ciut za dużo.
- Ej dobra. Wracamy do domu. Katherine będzie na mnie wściekła, ze jej nie powiedziałem.
Powiedział Calum i wszyscy wstaliśmy z naszych miejsc.
- Dasz radę iść sama?
Popatrzyłem na Sky której oczy były całe czerwone. Przez chwilę  patrzyłem jak Jay i Chris wyprowadzają z klubu pijane Soph i Darcy i bez zastanowienia wziąłem Sky na ręce i wyniosłem ją do auta.
***'
Gdy odwiozłem prawie wszystkich zaparkowałem pod domem Sky i Mikey'a.
- Odklucz drzwi, a ja ją zaniose.
Powiedziałem do przyjaciela i wyjąłem pijaną dziewczynę z auta po czym wykonałem wszystko wedle wcześniej podanych przez nią wskazówek. Zszedłem na dół do kuchni napić się czegoś i zobaczyłem Mikey'a siedzącego przy stole i chowającego twarz w dłoniach.
- Co jest stary?
- Nic Luke. Po prostu jestem zmęczony.
- Tak nie wygląda zmęczony człowiek. Nawet jeśli jest pijany
- Dziś się wiedziałem z Cristal
- I?
- I powiedziała, że to koniec. Że ja nie mam dla niej czasu.
- Ty zawsze miałeś dla niej czas.
- Ale nie tyle ile ona by go chciała.
- Stary pogadaj z nią. Ale nie teraz. Jutro na spokojnie.
- I tak zrobię. Dobra idę spać. Dobranoc
Powiedział i wszedł do góry po schodach, a ja zanim po czym wszedłem do pokoju mojej dziewczyny i położyłem się obok niej mocno ją przytulając.
*********
Tak więc to ostatni post w tym roku. Wszystkim życzę szczęśliwego nowego roku :)
Love ya xx

Rozdział 10

Leżeliśmy wtuleni w siebie, a po chwili zaczęłam bawić się jego palcami.
- Wiesz, że jeśli Mikey się dowie to mnie wykastruje ?
- Życie jest brutalne słonko
Powiedziałam obracając twarz w jego stronę.
- Jesteś głupia.
- Ja jestem mądra ale ty jesteś za głupi by to dostrzec.
Powiedziałam wstając i podchodząc do szafy
- Wstawaj i ubieraj się. Mikey zaraz bedzie w domu.
Powiedziałam wskazując na zegar i wyjmując z szafy bluzkę Nirvany z wyciętymi bokami oraz czarne wydarte jeansy.
- Ja chcę jeszcze raz.
Mruknął wstając i ubierając się na co ja się zaśmiałam. Nagle usłyszelismy odgłos zamykanych drzwi na co szybko przywróciliśmy się do stanu w jakim byliśmy przed wyjściem mojego brata.
- Sky !!
Usłyszałam z dołu na co szybko wybiegłam z pokoju i zbiegłam po schodach
- wołałes?
- Tak... Co robiliscie, gdy mnie nie było
- Na początek zapaliliśmy parę jointów które popiliśmy whiskey z barku taty po czym na haju pieprzyliśmy się tak mocno, że aż całe łóżko się rozleciało
Mruknęłam
- Masz bujną wyobraźnię siostrzyczko
Powiedział, gdy poczułam jak ręce Luka oplatają się w około mojej talii.
- Ale ona tego nie wymyśliła. Tak było. Teraz musisz tylko naprawić to łóżko byśmy mogli to powtórzyć.
- Jebcie się.
- No własnie to robiliśmy !
Krzyknęliśmy jednocześnie
- Obaj jestescie tak samo idiotami
Powiedział Mikey odchodząc od nas do salonu.
- Nie chce wierzyć to nie.
Wzdrygnęłam ramionami i chwyciłam Luka za rękę prowadząc w stronę drzwi frontowych
- Mam sobie iść ?
Powiedział robiąc minę zbitego psa.
- Nie. Idziemy. MY. Razem.
Mruknęłam i wyszliśmy z domu. Ciągnęłam go aż do starbucksa.
- Jeśli chcesz sobie posiedzieć to równie dobrze możemy teraz siedzieć u mnie na łóżku, a dokładnie ty na mnie.
- Zbok.
Prychnęłam otwierając drzwi od kawiarni.
- Poczekaj tu. Mam ochotę na czekoladę.
Spojrzałam mu prosto w oczy i ustawiłam się w kolejce. Po parunastu minutach, z gorąca czekoladą w ręce wyszłam wraz z mym chłopakiem z kawiarni.
- Wiesz, że wyglądasz tak cholernie niesamowicie?
Jęknął wprost do mojego ucha.
- Bo to ja. Ja zawsze wyglądam niesamowicie
- Ale skromna.
Powiedział siadając na ławce i przyciągając mnie bym zrobiła to samo.

rozdział 9

Po dwóch tygodniach spędzonych w niewygodnym szpitalnym łóżku wreszcie mogłam wyspać się na moim miękkim łóżeczku. Opadłam na miękki materac i zamknęłam oczy, gdy mój telefon zaczął dzwonić. Odebrałam włączając głośnomówiący i kładąc znów głowę w poduszki
- Już w domu?
- Tak nareszcie
- Co robisz księżniczko
- Właśnie biegam sobie dookoła stadionu i zaraz będę szła na ring bić się z bokserami
- Chciałbym zobaczyć jak takie małe ciałko leje takich wielkich napakowanych gości.
- Teraz to mam ochotę zlać ciebie.
- Co znów zrobiłem?
Westchnął do słuchawki
- Nic nie zrobiłeś. Właśnie o to chodzi. Czemu nie ma cię jeszcze u mnie?
Krzyknęłam i usłyszałam sygnał zakończonego połączenia. Luke nie mieszkał daleko. Tylko dwa domy dalej także wstałam i jedyne co zdążyłam zrobić to umyć zęby i rozczesać włosy, gdy usłyszałam dzwonek. Byłam ubrana w bluzę Luka którą zabrałam mu, gdy kiedyś u niego spałam i luźne dresowe spodnie. Otworzyłam drzwi w których stał chłopak.
- Wyglądasz piękniej niż zawsze.
Chwycił mnie w talii i przyciągnął do siebie muskając delikatnie moje usta.
- A ty kłamiesz lepiej niż zawsze.
Mruknęłam składając delikatny pocałunek na jego wargach.
- A patrząc na was chce mi się rzygać bardziej niż zawsze.
Wtrącił Mikey. Cicho się zaśmiałam i chwyciłam dłoń chłopaka prowadząc go po schodach do góry.
Kiedy byliśmy u mnie w pokoju Luke zatrzasnął drzwi i położył się obok mnie na łóżku.
- Już wszystko ok?
Spytał kiedy ja wtuliłam się w niego.
- Bardzo dobrze. Ale nie rozmawiajmy o tym.
Pocałował mnie delikatnie w czubek głowy, a ja zaczęłam bawić się jego palcami. Leżeliśmy przez chwilę w ciszy, gdy ja usiadłam na nim. Chwycił mnie za uda i popatrzył na mnie jak związywałam włosy w koka.
- Skyline co ty do cholery kombinujesz? Nie by mi się to nie podobało ale Michael jest w domu i wolę go nie denerwować.
Zaśmiał się.
- Och. Siedź cicho.
Powiedziałam pasując jego brzuch.
- Skąd wiesz co chcę zrobić?
- Bo ja wiem co bym chętnie teraz z tobą zrobił.
Usiadł i zaczął masować moje plecy. Przegryzłam wargę i delikatnie go pocałowałam, gdy usłyszałam głos starszego brata
- Wychodzę. Tylko grzecznie mi tu.
Powiedział, a my zaczęliśmy się śmiać. Znów złączyłam nasze usta i delikatnie pociągnęłam z końcówki jego włosów na co on cicho jęknął. Nagle poczułam jego dłonie ściskające moje pośladki.
- Luke. Nie słyszałeś mojego starszego brata. MAMY BYĆ GRZECZNI.
- Ugh. Nie mów, że chcesz go słuchać.
- Och, oczywiście że nie.
Włożyłam dłonie pod jego koszulkę i zaczęłam masować jego mięśnie, a on w tym momencie przegryzał skórę na mojej szyi. Widziałam podniecenie w jego oczach. Chciał tego bardzo, więc delikatnie zaczęłam ruszać biodrami w  miejscu jego członka.
- Jeśli chciałaś mnie podniecić. To ci się to udało ale teraz pozwól, że ja się tym zajmę.
Powiedział kładąc mnie na łóżku i zdejmując ze mnie spodnie oraz bluzę. Kiedy on całował mnie po brzuchu ja zdążyłam odpiąć jego spodnie.
- Zachowujesz się jak profesjonalistka, złotko
Mruknął mi  ucho.
- A tak na prawdę robię to pierwszy raz.
Delikatnie zgryzłam wargę.
- Jesteś pewna, że chcesz to zrobić?
- Bardziej pewna już nie będę.
- Słuchaj misiu
Wyczułam w jego głosie czułość.
- będę delikatny. To ty będziesz decydować o wszystkim, ok?
Spytał, a ja kiwnęłam głową.
- Teraz pomalutku w ciebie wejdę. Kiedy będę miał przestać, po prostu powiedź.
- Dobrze
Sama zdziwiłam się moim zachowaniem. Na początku byłam pewna tego co chcę zrobić, a teraz... A teraz się strasznie wahałam. Nagle poczułam ból który sprawił, że w moich oczach pojawiły się łzy.
- Jestem przy końcu. Mam przestać?
- Nie.
mruknęłam, a on kontynuował.

--------------
Także ten rozdział pewnie należy do tych najkrótszych ( ponieważ pisany był na telefonie ) i do najnudniejszych. W ramach przeprosin dziś napiszę dwa kolejne rozdziały.
Mam nadzieję, że się podobał.
Love  xx

środa, 17 grudnia 2014

rozdział 8

LUKE PO'V

Przez długie siedzenie na korytarzu czułem jak oczy same sie zamykają ale wiedziałem, że nie moge zasnąć. Nerwowe kroki Darcy która chodziła cały czas w kółko zaczynały mnie denerwować.
-  Darcy, przestań
- Ale co?
- Denerwuję się już o to że nie mówią co ze Sky, a twoje chodzenie w kółko to pogarsza.
- Też sie martwię, ok ? Siedzimy tu już 2 godziny i jestem zmęczona.
- Jedź do domu. Zadzwonię.
- Będziesz tu sam
- Zadzwonię po Mikey'a on i tak musi wiedzieć.
- Dobra. Pamietaj dzwoń.
powiedziała wysyłając mi promienny uśmiech i znikając w długim korytarzu. Wyciągnąłem telefon z kieszeni i wybrałem numer Michaela.
- Hej Luke. Co jest?
- Jak szybko przyjedziesz do szpitala?
- Debilu... Co znów zrobiłeś? Co ci jest?
- Nie ja tylko Collin i nie mi tylko....
- Tylko?
- Tylko Sky. Jak szybko będziesz?
- Zaraz jestem
Powiedział z wyczuwalną złością w głosie. Odłożyłem telefon i oparłem głowę o ścianę przeklinając wszystkie rzeczy za to że Jenny się tam pojawiła. Zamknąłem oczy, gdy poczułem znajomy zapach obok siebie. Mój mózg zaczął sobie wyobrażać, że kiedy otworze oczy zobaczę Skyline ale wiedziałem, że to Mikey.
- Masz.
Powiedział dając mi kubek kawy
- Darc powiedziała,że długo tu już siedzisz. Idź odpocznij.
- Nie zostawię jej!
Krzyknąłem
- Ona też na pewno chciałaby byś odpoczął
- Zostanę tu i nic nie zmieni mojej decyzji.
- Powiedź szczerze. Ile już tu jesteś
Spytał, a ja zobaczyłem na godzine na telefonie
- 4 godziny
Powiedziałem przejeżdżając ręką po twarzy, gdy wyszedł lekarz. Oboje wstaliśmy w jednakowym czasie patrząc na lekarza idącego w naszą stronę.
- Co z nią?
Lekarz popatrzył na nas wzrokiem który wywołał u mnie dreszcze.
- Obudziła się. Wszystko jest dobrze.
Odetchnąłem z ulgą.
- Mogę do niej wejść?
- Um... No dobrze. Jest słaba i nie mozna jej denerwować.
Na słowa lekarza od razu wszedłem do sali w której leżała Sky. Usiadłem obok jej łóżka i chwyciłem jej rękę splatając nasze palce.
- Jesteś?
Spytała stłumionym głosem patrząc na mnie.
- I nigdzie się nie wybieram królewno.
Pogładziłem ją lekko po policzku. Była zimna i blada co sprawiało, że martwiłem się bardziej.
- Przecież możesz być teraz z Jenny. Po co tu jesteś?
- Nigdy nie chciałem być z Jenny. Przyszła tam, bo zrobi wszystko by mnie zdenerwować.
- Collin też chciał mnie przeprosić. Wpadłam na niego i sie przewróciłam. Dalej.. Pustka. Ile tu już jesteś?
- Leżysz tu jakieś 4 i pół godziny, więc 4 i pół godziny.
- Jest późno. Idź do domu i się prześpij.
- Ok... Ale jutro rano będę.
Powiedziałem i lekko pocałowałem ją w czubek głowy po czym wyszedłem.
****
Obudziły mnie krople deszczu które uderzały w okno. po chwili usłyszałem grzmot. Od razu chwyciłem telefon i wybrałem numer Sky.
- Boisz się?
Spytałem po tym jak odebrała. Ona od dziecka bała się burzy i zawsze gdy takowa była biegłem do niej i mocno ją przytulałem.
- Trochę.
- Zaraz będę.
Powiedziałem wyskakując z łóżka i szybko zakładając byle jakie ubrania. Wybiegłem z domu i szybko pobiegłem do szpitala. W recepcji dostałem pozwolenie na wejście do mojej dziewczyny.
Gdy wchodziłoem do jej sali zobaczyłem uśmiech na jej twarzy.
- Nie musiałeś głupku.
- Zawsze tak było to będzie i teraz.
Powiedziałem chwytając jej rękę.
- Kocham cię
- Ja ciebie też

czwartek, 4 grudnia 2014

Rozdział 7

Luke PO'V
Jenny znalazła się tam w złym momencie. Akurat w tedy gdy miałem spotkać się ze Sky. To miała być niespodzianka... Coś o czym zawsze marzyła. Odepchnąłem Jen i zacząłem iść w kierunku domu Skyline by to wszystko jej wytłumaczyć. Kopałem wszystko co leżało na drodze. Nagle usłyszałem przed sobą głos. Podniosłem głowę i zobaczyłem jakąś dziewczynę leżącą na chodniku i chłopaka stojącego nad nią. Jestem ciekawski, więc podszedłem tam i zobaczyłem Sky. Leżała w kałuży krwi, a nad nią stał Colin. Nie wiedziałem czy najpierw zabic Colina czy zadzwonić po karetkę ale wybrałem tą rozsądniejszą opcje.
***
Siedziałem pod salą patrząc na sufit. Nie dzwoniłem po nikogo. Nie chciałem ich sprowadzać do szpitala by się martwili i zapewniali mnie, ze będzie wszystko ok. Będzie... Musi być ok i nie potrzebuję by ktoś mi to uświadamiał. Nagle z sali wyszedł lekarz. Spojrzał tylko na mnie i pokiwał głową po czym poszedł. Wyjąłem z kieszeni zdjęcie z Sky które dała mi kiedyś bym zawsze o niej pamiętał. Byliśmy młodzi i wszytko było żartem... Dla nas... Pamiętam to jakby to było przed chwilą.

-----------------------
Skyline PO'V

Zaczęłam skakać obok Lucasa i śmiać się głośno
- Co cię śmieszy mała frytko ?
- Tylko nie frytko Lucas !
- Ugh!
Zaśmiał się, a ja go przytuliłam po czym wsunęłam mu złożoną kartkę w dłoń
- Co to?
Spojrzał na mnie
- To byś zawsze o mnie pamiętał. To z wtedy, gdy wskoczyłeś mi na plecy i przewróciliśmy się do liści
Mruknęłam znów go przytulając.
-------------------------------

Wciąż wiem, że ma mi za złe to, że się nie odzywałem. Ale nigdy o niej nie zapomniałem.
Zawsze ja kochałem ale byłem za bardzo egoistyczny by zobaczyć, że ona mnie też. Wstałem i podszedłem do szklanych drzwi od sali. Leżała tam z maską tlenową. Była blada, bardziej białego koloru nigdy nie widziałem. Zobaczyłem, że ma na ręce bransoletkę, tę samą którą dałem jej pięć lat temu

------------------------
- Ej Sky
Krzyknąłem, a dziewczyna zeszła z huśtawki i podeszła do mnie.
- Tak?
- Mam coś dla ciebie
Powiedziałem i założyłem na jej nadgarstek bransoletkę o której zawsze marzyła.
- Luke... Nie musiałes
Mruknęła
- Dla ciebie wszystko, skarbie.
-------------------------------

Nagle mój telefon zaczął dzwonić.
- Halo?
- Luke ty świnio jak mogłe..
- Darcy... Sky leży w szpitalu. Przyjedź.
Nagle usłyszałem głos zakończonego połączenia.
Patrzyłem na Sky mysląc, że to wszystko moja wina. Chciałem ją teraz przytulić i mówic jej, ze ją kocham i tylko ona się liczy. Nagle usłyszałem głos za mną
- co jej ?
- Darcy... Jesteś... Nie wiem co jest. Widziałem tylko jak Colin stał na nią, a ona leżała w kałuży krwi.
- Zabiję go jak go spotkam.
- Nie tylko ty.
- Bedzie dobrze?
- Musi darc... Musi

sobota, 22 listopada 2014

Rozdział 6

-Zobaczysz, ze to się źle skończy
mruknęłam do ucha Luka
- Zamknij oczy
Powiedział, a ja natychmiastowo je zamknęłam
- Daleko jeszcze ?
- Już jesteśmy. Otwórz oczy
Szepnął odstawiając mnie na ziemię. Otworzyłam oczy i zobaczyłam jezioro i łąkę które mieniły się w promieniach słońca. Zaczęłam iść przed siebie
- Podoba ci się ?
- Podoba to za mało powiedziane
Podbiegłam do niego i go mocno przytuliłam
- Jesli Cię się to podoba to wieczorem umrzesz z zachwytu
Zaśmiał się
***
Siedziałam na łóżku kiedy zobaczyłam, że  z pod poduszki wystaje koperta. Wyciągnęłam ją i przeczytałam " Przeczytaj kiedy będziesz zła na Luka " zaśmiałam się i już chciałam drzeć kopertę, gdy spojrzałam na zegar.
Miałam być już w drodze do miejsca z którego weźmie mnie Luke. Zbiegłam na dół i założyłam szpilki po czym wyszłam z domu. Szłam spokojnie, gdy zobaczyłam skręt na łąkę na której miałam się spotkać z chłopakiem. Nagle zobaczyłam cienie dwóch osób. Pewnie jakaś para jest tutaj na randce. Pomyślałam ale gdy się zbliżyłam zobaczyłam, że to Luke który całuje się z Jenny. Nagle moje oczy zapełniły się łzami i cichutko pisnęłam. Luke nagle odsunął ją od siebie i spojrzał na mnie. Zaczęłam zawracać. Słyszałam głos Luka który wołał mnie i głos Jenny zatrzymujący go przed pobiegnięciem za mną. Przy parku poczułam, ze moje nogi zamieniają się w watę. Usiadłam na zimnej ziemi cała zapłakana. Pewnie każdy przechodnia pomyślał, że to kolejna pijana nastolatka która wraca dosyc wcześnie z imprezy. Każdy by tak pomyślał. Nagle usłyszałam głos Darcy. Spojrzałam w lewo i zobaczyłam ją i Jay'a idących za rękę.
- Sky... Co się stało ?
- Luke i Jenny
Jęknęłam i znów zaczęłam płakać.
- Chodź... Odprowadzimy cię do domu.
W drodzę do domu opowiedziałam im wszystko co się stało.
***
Leżałam na łóżku otwierając kopertę " Otwórz, gdy bedziesz zła na Luka". Wyjęłam z koperty kartkę i zaczęłam czytać.
Jeśli to czytasz... To pewnie znów Cie zraniłem i znów zachowałem się jak ostatni dupek. Wiem, ze przez ostatnie 10 lat zachowywałem się strasznie ale teraz... Teraz zrozumiałem jak bardzo mi na Tobie zależy. Jesteś dziewczyną z którą kochałem wczoraj i będę kochał jutro. Pewnie zrobiłem coś nie wybaczalnego ale proszę wybacz mi... Kocham Cię.. Zawsze cie kochałem i zawsze będę. Mógłbym opowiadać cały dzień o tobie, nie wymawiając ani razu twojego imienia, nic nie da się porównać z tobą, nic nie jest tak piękne jak ty. Każdy twój ruch, każda godzina spędzona z tobą... Nie znam nic tak pięknego jak ty i nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie. Proszę wybacz...
Kończyłam czytać wycierając łzę która spłynęła mi po policzku. Schowałam głowę w poduszkę przypominając sobie wszystkie wspólnie spędzone chwile... Ona mi go nie odbierze. Pomyślałam wstając z łóżka i szybko zbiegając na dół po czym wybiegłam z domu. Biegłam chodnikiem w stronę domu Luka, gdy wpadłam na jakiegoś chłopaka.

poniedziałek, 17 listopada 2014

Rozdział 5

Siedząc skulona na łóżku szukając czegoś ciekawego w moim telefonie, gdy stwierdziłam że to nie ma sensu wstałam i zaczęłam chodzić w kółko po moim pokoju. Zaglądałam do szuflad i szafek szukając czegoś co zajmie moje myśli. Zakryłam się moim długim swetrem i kopnęłam butelkę od coli która stała na podłodze. Nagle z transu wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Zbiegłam na dół potykając się o własne nogi z nadzieją, że Luke przyszedł lub Soph ale to już inną drogą. Otworzyłam drzwi i już chciałam przytulić osobę stojącą za nimi, gdy zobaczyłam że to tylko listonosz przyniósł pocztę dla taty. Odebrałam list zatrzaskując drzwi i weszłam do kuchni siadając na blacie. Jak zawsze przeszukałam wszystkie szafki by znaleźć coś słodkiego na co miałam ochotę ale nie mogłam określić co to jest. Położyłam się na podłodze i spojrzałam w sufit
- Nigdy nie było nudniej
Jęknęłam i wyciągnęłam telefon wybierając numer Luka
- Halo
Usłyszałam zachrypnięty głos chłopaka po drugiej stronie słuchawki.
- Gdzie jesteś ?
Spytałam siadając i opierając się plecami o szafkę.
- Siedzę w barze z Chrisem i Sophie
- To już wiem czemu królewna nie odebrała telefonu
Powiedziałam wywracając oczami
- Jesli chcesz to przyjdź
- I tak nie mam co robić. Zaraz będę
Wstałam z podłogi rozłączając się i wybiegając przez drzwi. Szłam sobie spokojnie chodnikiem, gdy nagle poczułam jak ktoś kładzie dłoń na moim ramieniu.
- Holly! Co ty do cholery wyprawiasz
Powiedziałam odwracając się
- Sky lubię cię, wiesz to. Jestem tu, bo Jeny nie od puści Luka.
- Ja też nie złotko.
Powiedziałam ruszając w stronę baru zostawiając dziewczynę za sobą. Niech nie myśli, że jeśli naśle na mnie swoją przyjaciółkę to ja się przestraszę. Pomyślałam wchodząc do baru. Podeszłam do stolika przy którym siedzieli moi przyjaciele i usiadłam obok Luka.
- Jesteś
Uśmiechnął się obejmując mnie ramieniem. Odwzajemniłam uśmiech i spojrzałam na Sophie która próbowała się ukryć za menu
- A ty to nie łaska odebrać telefonu jak przyjaciółka dzwoni?
Warknęłam, a ona natychmiastowo odłożyła kartę.
- Przepraszam
- Wybaczam. Ale stawiasz mi piwo kochanie
- Wole to niż to byś się na mnie złościła złotko
Powiedziała wykonując dziwny gest rękoma i odeszła od stolika.
- Jak z ojcem?

- Nie gadam z nim. Wyprowadziłem się. Mieszkam z Chrisem. Wiem, że miałem zamieszkać u ciebie ale nie chciałem robić ci problemu.
- Wiedziałam, że on jest okropny ale by aż tak.
- Przepraszam cię za tamto. Chciałem przyjść do ciebie ale balem się twojej reakcji po tym wszystkim.
powiedział, gdy Soph postawiła 4 piwa na naszym stoliku
- Dziś jestem hojna.
Powiedziała, gdy Luke przyłożył usta do mojego ucha i wyszeptał
- Bądź gotowa dziś o 20.00 zabieram cię gdzieś.
- Nie lubię niespodzianek
Spojrzałam na niego
- Tą polubisz
Powiedział biorąc łyka piwa.
- Chodźmy lepiej. Nie przeszkadzajmy im.
Zasmiał się pokazując na Chris i Sophie siedzących na tyle blisko siebie, że prawie stykali się twarzami. Wstaliśmy i wyszliśmy na dwór.
- Kocham cię Skyline
Powiedział przyciągając mnie do siebie.
- Ja ciebie też
Mruknęłam, gdy on natychmiastowo mnie pocałował.
- Chodź
Powiedział przerywając pocałunek i łapiąc moją dłoń.
- Kolejna niespodzianka?
- Nie...
Usmiechnął się szeroko i dodając szybszego tempa.
- Luke... Wolniej
Mruknęłam nie mogąc już dalej iść
- Źle się czujesz ? Jesteś blada
Stwierdził patrząc na mnie.
- Nie... Po prostu... Nieważne
- Mów
- Mam problemy z sercem... Nie mogę biegać tak szybko
Powiedziałam próbując złapać oddech
- Czemu nic nie mówiłaś ?
- Bo to nieważne
Powiedziałam
- Czekaj... Mam pomysł
Powiedział nachylając się do mnie tyłem
- Wskakuj
Popatrzyłam na niego dziwnie i po chwili byłam u niego na plecach.
- Teraz możemy biec
- Teraz to się zabijemy
Stwierdziłam opierając moją brodę na jego głowie
- Nie marudź
Zaśmiał się i zaczął biec.

środa, 12 listopada 2014

Rozdział 4

Obudził mnie chyba jeden z głośniejszych dzwonków. Nie kojarząc gdzie byłam podniosłam głowę z zimnego blatu i obejrzałam się dookoła. Obejrzałam się dookoła i zobaczyłam tablicę naprzeciwko mnie.
- Sky.. Koniec lekcji
Szturchnęła mnie Soph. Wstałam biorąc moją torbę i wyszłam na korytarz szukając Luke który wyszedł z klasy bardzo szybko. Gdy w końcu go zobaczyłam podbiegłam bliżej
- Nie poczekałeś na mnie ?
Powiedziałam pacząc na niego ze smutną miną
- Sky daj mi spokój, ok ?
Powiedział, a ja stanęłam w miejscu.
- Luke... Co z tobą?
- Mam dość
Powiedział odwracając się w moją stronę
- Czego ?
- Szkoły, domu, znajomych... Ciebie
Wykrzyknął, a ja poczułam dziwne ukłucie w klatce piersiowej.
- Wczoraj mówiłes coś innego...
Podbiegłam do niego
- Miałas racje... Nie zmieniłem się... Wciąż jestem tym samym chłopakiem który nie ma uczuć
Uśmiechnął się sarkastycznie
- zostaw mnie, ok ?
- Nie dopóki nie powiesz mi co się stało
- Naprawdę chcesz wiedzieć ?
- Tak
Powiedziałam chwytając jego rękę i zmuszając go by usiadł na ławce.
- Dziś rano wstałem i zobaczyłem  jakąś inną dziewczynę. Okazało się, że ojciec zerwał z Noah i znalazł inną
- Ale co to ma wspólnego z twoim złym samopoczuciem ?
- Potem ojciec przyszedł i powiadomił mnie, że Lisa i on spodziewają się bliźniaków i mam wynosić się z domu. Myślałem, że to żart ale w korytarzu zobaczyłem pudła z moimi rzeczami. Po szkole miałem przyjść tam i spakować resztę i nie pokazywać mu się już w tym domu...
Powiedział chowając twarz w dłoniach
- Pójdę tam z tobą... a na razie możesz się rozgościć w pokoju gościnnym u mnie w domu.
Dokończyłam, a on spojrzał na mnie ze zdziwieniem
- Rodziców nie ma, bo wyjechali na miesiąc, przez ten czas możesz u mnie mieszkać... Potem się coś wymyśli
Powiedział wstając i chwytając jego dłoń.

**U Lukea w domu **

Trzymałam się jego dłoni skrywając się lekko za jego ramieniem. Jego tata nie należał do tych miłych.. Był raczej arogancki i chamski
- Przyszedłeś... I widzę, że nie jesteś sam
Uśmiechnął się na mój widok. Nienawidziłam tego... Już nie raz zabawiał się z dziewczynami młodszymi ode mnie i bałam się, że zrobi coś również i mi.
- Idę po swoje rzeczy
Warknął Luke pokazując mi, że mam wejść pierwsza. Szybko wbiegłam po schodach widząc chłopaka za mną.Gdy weszliśmy do jego pokoju szybko go zamknął i wywrócił oczami.
- Nienawidzę go.
Szepnął, a ja podeszłam i lekko musnęłam jego ust
- Jest okropny
Jęknął, a ja natychmiastowo go przytuliłam.
- Pójdę tylko do łazienki.. Zaraz wracam
Powiedziałam i wyszłam z pokoju. Idąc korytarzem poczułam, że ktoś łapie mnie za nadgarstek. Obróciłam sie i zobaczyłam tatę Lukea
- Proszę mnie puścić
 Krzyknęłam próbując się wyrwać.
- Po co marnujesz się przy Luke'u ? Potrzebujesz prawdziwego mężczyzny.
Powiedział przyciągając mnie do siebie
- Chcesz to pokaże ci jak to jest być z takim facetem jak ja
- Niech mnie pan zostawi
Krzyknęłam, a on wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. Zatknął moje usta ręką, więc nie mogłam krzyczeć. wsunął dłoń pod moją koszulkę i zaczął mnie dotykać. Łzy nalały mi się do oczu. Tak bardzo chciałam wydać z siebie chodź jeden dźwięk ale nie mogłam.
Płakałam i krzyczałam - tylko to mogłam. Nagle drzwi się otworzyły i wbiegł przez nie Luke po czym oderwał swojego ojca ode mnie. Szybko wybiegłam z pokoju po czym zbiegłam po schodach na dół i wybiegłam z ich domu do siebie.

niedziela, 19 października 2014

Rozdział 3

Nagle usłyszałam dzwonek budziku którego tak nienawidziłam. Była 6.00 rano w poniedziałek. Ogólnie niedziela minęła przyjemnie, bo spędziłam ją z Lukiem na kawie i na rozmowach o dawnych czasach. Wstając z łóżka już mogłam  stwierdzić, że nie będzie to przyjemny dzień i do przyjemnych nie należał.

  1. Zimna woda pod prysznicem
  2. Zero śniadania
  3. Brak paliwa w samochodzie i obowiązek dostania się do szkoły pieszo
Szłam korytarzem szkolnym. Była 7.49 - lekcje jeszcze się nie zaczęły. Przed sobą zobaczyłam moje przyjaciółki i Luka z chłopcami. Szybko podniosłam głowę i ruszyłam w ich kierunku. Luke szybko mnie zobaczył i rozłożył ramiona by mnie przytulić.
- Myślałem, że nie przyjdziesz
Szepnął całując mnie w czubek głowy.
- Tak miało być ale jestem
Powiedziałam wdychając zapach jego perfum które wciąż się trzymały na jego koszulce.
- Sky...
Mruknął cicho przerywając moje myśli o tym jakich perfum użył dzisiaj.
- Hymm?
Spojrzałam mu głęboko w oczy.
- Kocham cię
Powiedział całując mnie w czubek nosa.
- Ja ciebie też prosiaczku.
Zaśmiałam się, gdy zadzwonił dzwonek.
***
Lekcje dziś mijały strasznie wolno co denerwowało mnie strasznie ale myśl, że można już iść do domu i napić się kawy rozluźniła mnie. Chciałam już wychodzić z szkoły, gdy Luke złapał mnie za ramię.
- Przejdziemy się ?
Zapytał, a w jego oczach dostrzegłam nadzieję,
- Oczywiście
Wymruczałam i chwyciłam jego dłoń. Byliśmy przyjaciółmi - innymi niż wszyscy ale to sprawiało, że jesteśmy wyjątkowi. Szliśmy przez park który jesienią wyglądał cudownie.
- Nareszcie jesień
Uśmiechnął się ściskając moją dłoń
- To zdecydowanie najpiękniejsza pora roku zaraz po wiośnie
Stwierdziłam
- Sky pamiętasz jak zawsze jesienią w tym miejscu rzucaliśmy się liśćmi ?
- tak ale nie mów...
Nie zdążyłam odpowiedzieć, gdy dostałam garścią liści w twarz. Przez następne pół godziny biegaliśmy jak dzieci po parku i rzucaliśmy się kolorowymi liśćmi, gdy nagle potknęłam się o korzeń drzewa. Luke szybko to zobaczył i złapał mnie w ostatniej sekundzie. trzymał mnie w takiej pozycji, że miałam świetny widok na jego idealną twarz ale najbardziej kusiły mnie jego usta stworzone wręcz do całowania. Przegryzłam lekko wargę.
- Kocham cię
Wyszeptał
- Ja ciebie bardziej
Zaśmiałam się, gdy on podniósł mnie wyżej i objął moją twarz dłońmi.
- Jesteś najważniejsza
Powiedział i złożył delikatny pocałunek na moich wargach. Staliśmy w takiej pozycji całując się przez kolejne 15 minut. Nie myliłam się. Jego usta były słodkie i stworzone do całowania ale nagle odepchnęłam go. Sama nie wiedziałam dlaczego.
-Sky, przepraszam nie chciałem zrobiłem to...
- Nic nie mów.
Oblizałam wargi
- Kocham cię
Wyszeptałam.
- A teraz chodźmy. Zapraszam cię do siebie na gorące kakao i godzinne plotkowanie.
Zaśmiałam się ciągnąc jego dłoń.
- Jesteś niesamowita.
***
Siedzieliśmy na moim łóżku rozmawiając o wszystkim i o niczym, gdy nagle spojrzeliśmy sobie w oczy.
- Ja cię przepraszam za to w parku.
- Nie masz za co. Oboje tego chcieliśmy.
- Ty też ?
Zapytał zaszokowany
- Od kiedy tylko cię poznałam.
Już chciałam go pocałować, gdy dostałam sms'a od Colina
- Kto ci zadręcza głowę, gdy ty wyznajesz miłość do mnie ?
Zapytał rozbawiony Luke
- Colin znów męczy mnie bym mu wybaczyła
- Napisz mu, że jesteś moja i tylko moja.
- Luke...
- Chyba, że nie chcesz...
Zaśmiałam się
- Jak mogłabym ci odmówić ?

Rozdział 2

Cały czas po głowie chodziły mi tylko jego słowa " brakuje mi ciebie ". Zamknęłam na chwilę oczy i znów zaczęłam przebierać w szafie za rzeczami odpowiednimi na spacer. Nagle do mojego pokoju weszła moja mama.
- Słyszałam, że znów się przyjaźnisz z Lukiem. 
- Nie mamo... Nie przyjaźnimy się. On chce mnie tylko przeprosić i potem penie będzie jak parę dni temu. Będzie udawał, że nie istnieję. 
- Luke się zmienił. Widać to. Zależy mu na tobie.
- Ale mi już na nim nie. Nie będzie jak dawniej. Nigdy
- Daj mu szansę by udowodnił ci, że jesteś dla niego ważna. 
- Daje mu szansę. Bierze mnie na spacer. To tyle. 
- Zastanów się Sky.
Powiedziała i wyszła z pokoju zostawiając na moim łóżku list z napisem " Otwórz, gdy będziesz wściekła na Luka ". Wywróciłam oczami  i poszłam się przebrać. 
Przebrana, pomalowana i uczesana czekałam aż zadzwoni dzwonek do drzwi. Mam nadzieję, że chociaż stał się punktualny. Nagle usłyszałam dzwonek. 
- Możemy iść ?
Spytał, gdy otworzyłam mu drzwi. 
- tak.
Powiedziałam i wyszłam zamykając za sobą drzwi. 
- Zmieniłem się. nie jestem taki jak myślisz. Daj mi szansę.
- Ludzie co się z wami dzieje !? 
Wykrzyknęłam
- Każdy mówi o tym, że mam ci dać szansę. 
- Bo tak jest Sky. 
- To że tak mówisz nie musi oznaczać, że to prawda. Nie chcę znów cierpieć Luke.
- Myślałem, że masz gdzieś, że nie obchodzę cię już.
- Ale tak nie było Luke.  Wciąż jesteś w moim sercu. Może jako maluteńki kawałeczek ale jesteś. 
Powiedziałam, a on szeroko się uśmiechnął. Tak jak kiedyś. Jego blond grzywka która opadała mu na błękitne oczy i ten zniewalający uśmiech w którym można się zakochać. 
- Sky,...
- Hymm ?
Spytałam.
- Mogę cię przytulić ?
Zapytał, a mnie trochę zamurowało. 
- Emm.. Tak.
Odpowiedziałam, a on mocno mnie przytulił. Przytulał jak dawniej. Mocno i z uczuciem, a zapach róż wciąż mu towarzyszył. Nie chciałam by ta chwila się skończyła, bo było wspaniale. Jego umięśnione ramiona trzymające moje drobne ciało to była jedyna rzecz której mi tak strasznie brakowało. Do moich oczy nabrało się morze łez i pociągnęłam nosem. Luke odsunął mnie i położył dłonie na moich policzkach. 
- Co jest Sky ?
- Brakowało mi ciebie. Tak cholernie brakowało. 
Powiedziałam, a łzy same zaczęły spływać po moich policzkach.
- Przez te dziesięć lat codziennie mi się śniłeś. Tak bardzo chciałam znów do ciebie podejść i przytulić ale to było niewykonalne.
- Ja też za tobą tęskniłem. Nawet nie wiesz jak bardzo. 
Powiedział znów mnie przytulając. 
- jesteś dla mnie najważniejsza.
- Ty dla mnie też. 
Przytulaliśmy się jeszcze przed długi czas nie odzywając się do siebie. Nagle odsunął mnie od siebie i spojrzał mi głęboko w oczy.
- Sky kocham cię
- Ja ciebie też 
Powiedziałam bez wahania wtulając się w niego. Przy nim czułam się bezpiecznie i szczęśliwie. Nagle poczułam jak całuje czubek mojej głowy. W tym momencie znów zaczęłam płakać nie zwracając uwagi na tusz do rzęs który i tak pewnie już spłyną i sprawił, że wyglądałam koszmarnie. 
- Nie płacz. 
Powiedział.
- Odprowadzę cię. Dobrze ? 
Zapytał, a ja pokiwałam głową na znak, że się zgadzam. 
Przed domem przytulił mnie jeszcze raz i pocałował mnie delikatnie w policzek po czym zniknął w blasku księżyca. 
Weszłam do domu i wbiegłam po schodach do pokoju. Usiadłam na podłodze i zaczęłam płakać. Płakałam, bo byłam tak bardzo szczęśliwa, że znów jest przy mnie. 

Rozdział 1

Wbiegając do pokoju położyłam się na łóżku. Przyszedł tu znów mnie wykorzystać. Nie zmienił się. 
Z myślenia wyrwał mnie dzwonek telefonu.
- Halo ?
Powiedziałam zdenerwowana po tym jak na wyświetlaczu pokazał się dobrze znany mi numer
- Masz rację nie zmieniłem się. Wciąż jestem tym samym dupkiem i to dlatego dziewczyny mnie nie chcą ale do cholery Sky... Jestem człowiekiem 
Usłyszałam i pomiędzy nami powstała głucha cisza, gdy nagle usłyszałam odgłos zakończonego połączenia. Jest człowiekiem ale zawsze kiedy rozmawiamy on mnie rani dlatego nie chciałam mieć z nim kontaktu. Ułożyłam się wygodnie na łóżku i spojrzałam w sufit. 
- Może nie zasługuję na bycie szczęśliwą 
Powiedziałam sama do siebie i wzięłam telefon do ręki i kliknęłam w ikonkę galerii. Długo przesuwałam palcem po ekranie, gdy przed moimi oczami pojawiły się zdjęcia Luka. Przeglądałam je i myślałam pół nocy, gdy w końcu zasnęłam. 
Rano obudziły mnie promienie słońca które przedostały się przez nie zasłonięte okno. Przetarłam oczy i spojrzałam na godzinę - była 10.00. Szybko zerwałam się na równe nogi i zbiegłam na dół przeklinając na wszystkich, że nikt mnie nie obudził. Rodzina patrzyła na mnie ze zdziwieniem. 
- Czemu się tak patrzycie ?
- Skylin... dziś sobota nie masz lekcji 
Powiedziała moja mama, a ja walnęłam się dłonią w czoło. 
***
Siedziałam na łóżku przeglądając Twittera, gdy zadzwonił mój telefon. To była Sophie
- Sky idziesz z nami na próbę chłopaków. Chcę pogadać z Chrisem, a Darcy z Jay'em 
- Nie wiem czy to dobre dla mnie. 
- Daj spokój. Widzimy się na miejscu.
Powiedziała i rozłączyła się. Zamknęłam laptopa i zeszłam na dół ubierając po drodze trampki i wyszłam z domu. Po drodze kupiłam kawę kawę która pomogła mi się rozluźnić i ruszyłam w dalszą drogę. 
Wchodząc do pomieszczenia w którym chłopaki mieli próby zawiał mnie lekki wiatr który wywołał u mnie dreszcz. Nagle zobaczyłam Darcy która przytulała Jay'a i dawała mu całusa w policzek. Uśmiechnęłam się do nich pokazując tym, że to nasza tajemnica. Szłam przed siebie, gdy w końcu zobaczyłam Sophie, Chrisa i Luka. 
- Jesteś !
Krzyknęła Sophie przytulając mnie mocno. 
- Jestem. 
Powiedziałam łapiąc wzrokiem Luka który patrzył się na mnie z żalem w oczach. Otworzyliśmy usta w tym samym momencie by coś powiedzieć, gdy do pokoju weszli Jay z Darcy. 
- Możemy zaczynać 
Powiedział Chris uderzając w perkusję. 
- Nie. 
Wykrzyknął Luke, a nas zamurowało. 
- Skyline musimy pogadać.
- Ale...
Jęknęłam
- MUSIMY
Powiedział łapiąc mnie za nadgarstek i prowadząc w głąb korytarzu. 
- Masz rację... Jesteś tylko człowiekiem
- Nie Sky. To ty masz rację. Przez tyle lat patrzyłem tylko na siebie nie zwracając uwagi na ciebie i cię straciłem. Chcę to naprawić... Musze to naprawić. Brakuje mi ciebie. 
powiedział, a mnie zamurowało. 
- Luke...
- Spotkajmy się dziś, proszę....
- Dobrze 
Jęknęłam 

Prolog

Siedziałam w zimnej sali czekając niecierpliwie na odgłos dzwonka który miał dać o sobie znak dopiero za pół godziny. Zaczęłam z nudów rozglądać się po klasie okazało się, że nie ja jedyna to robiłam. Szybko skierowałam wzrok ku tablicy na której nauczyciel wypisywał wzory matematyczne, gdy Darcy szturchnęła mnie i podała pogniecioną kartkę.
- Co to ?
Szepnęłam tak by nie zwrócić uwagi nikogo innego oprócz przyjaciółki.
- Coś do ciebie od Colina. Zobacz.
Powiedziała, a ja zaczęłam rozwijać papier. Rzeczywiście było to od Colina ale czy na pewno kierowane do mnie ?
- To od Colina ale nie kierowane dla mnie
- Jak to ? Pisze wyraźnie " dla mojej najważniejszej "
- Tak tylko ja nie mam na imię Jenny
Powiedziałam odwracając się i ostrym wzrokiem spoglądając na mojego jeszcze obecnego chłopaka.
Nagle rozległ się głośny odgłos dzwonka. Wychodząc z klasy złapałam Colina za ramię
- Wczoraj było mi z tobą tak dobrze skarbie. Jenny musimy to powtórzyć.
- Co ty...
Zaczął ale nie pozwoliłam mu dokończyć
- Cytuję ci jeden z cytatów z twego listu do twej najważniejszej.
- Sky...
- Nie... odejdź... nie odzywaj się i nie pokazuj mi się na oczy.... zapomnij o mnie, a ja zrobię to samo
Powiedziałam odchodząc od chłopaka.
- Ej Sky nie załamuj się nie był ciebie wart.
- Nie mam zamiaru się załamać, bo wiedziałam że tak będzie. Teraz chcę tylko  się odegrać.
Powiedziałam kierując się w stronę Luka który stał z Jenny
- Oh Jenny wybacz ale mam coś co jest kierowane dla ciebie. Napisał to Colin i ta kartka przesiąknięta jest romantyzmem i podziękowaniami za wczorajszy wieczór. On ma nadzieję, że dzisiaj kiedy się spotkacie znów będziesz taka nieziemska.
Powiedziałam wręczając jej kulkę papieru i odchodząc. Nagle za mną i Sophie rozległ się głos kłótni pomiędzy Lukiem, a Jenny.
- Nie jest ci jej żal ?
- Suka zawsze pozostanie suką
Warknęłam, gdy podeszła do nas Darcy
- A Luka ?
- Luka nigdy nie będzie mi żal. Oboje są siebie warci.
Luke typowy nastolatek, gitarzysta i wokalista, każda na niego leci, a on je traktuje jak chusteczki do nosa. Korzysta i wyrzuca ale cóż poznał Jenny i zakochał się i niby szczęśliwi, a ona podcinała mu rogi z każdym napotkanym chłopakiem. Nie  było mi ich żal wiadome było, że prędzej czy później tak się stanie.
- Mówiłam mu, że tak będzie, a on mnie wyśmiał. Teraz ma za swoje.
- Daruj mu to było tak dawno... Sky.
- Nie... Ja nie wybaczam.
Powiedziałam kierując się do wyjścia z budynku szkolnego.
- A teraz chcę jechać do domu, położyć się i potraktować ten dzień i wszystkie inne dni z Colinem jakby nie istniały.
Powiedziałam sztucznie się uśmiechając i wsiadając do mojego samochodu.
***
Weszłam do łazienki gotowa by okręcić kurek z gorącą wodą gdy usłyszałam wołanie mojego imienia które dochodziło z dołu.
- Skyline wyjdź masz gościa
Zawołała mama. Tego mi brakowało. Wyszłam z łazienki i zeszłam po schodach na dół gdzie stał Luke ubrany w czarną skórzaną kurtkę, czarne coneversy i t-shirt z nadrukiem Nirvany.
- Cześć
Powiedział zachrypniętym głosem
- Hej
Westchnęłam
- Czego chcesz ?
- Pójdziesz ze mną na spacer ? Chcę pogadać.
- Masz kumpli, więc dlaczego chcesz gadać ze mną ?
- Skyline...
- No dobra.
Powiedziałam wkładając na siebie creepersy i wychodząc z domu.
- O czym chcesz pogadać ?
Spytałam gdy ruszyliśmy wzdłuż ciemnej ulicy na której lampy nie były zapalone. Dobrze znałam tą drogę i nie bałam się, gdy byłam mała często chodziłam do parku wieczorem.
- Przepraszam. Przepraszam, że ci nie wierzyłem. Od początku miałaś racje.
- Ja zawsze mam racje. Myślałam, że te dziesięć lat, osiem miesięcy, 64 dni, 9 godzin, 52 minuty i 45 sekund cię przekonało ale widocznie nie.
Powiedziałam patrząc na zdziwionego chłopaka. Wciąż pamiętam te dni gdy byliśmy nierozłączni.
- Wow.
Powiedział
- Wiedziałem o tym ale Jenny miała być inna
- Kto suką się urodził księżniczką nie umrze.
- Kochałem ją wiesz?
- Ja też go kochałam ale czy kogoś to obchodzi ?
Powiedziałam chodź chciałam powiedzieć " Ja też cię kochałam ale ty byłeś zaślepiony i teraz co ? "
lecz moje usta nie pozwoliły mi nawet na wyjąkanie tego zdania.
- Powiedziała mi z iloma spała podczas naszego związku, a miało być idealnie. Idealnie Sky, rozumiesz ?
- Między nami też miało być idealnie ale wyszło jak zawsze.
Mruknęłam cicho pod nosem.
- Hymm ?
Zapytał zaciekawiony
- Nic, po prostu myślałam, że się zmieniłeś ale ty wciąż przychodzisz do swoich dawnych przyjaciół kiedy coś potrzebujesz, gdy cię nikt nie rozumie. Jesteś samolubny, wiesz ? Tak to udajesz, że nie istnieje, a teraz gdy jesteś poszkodowany to nagle jestem ta dobra która ci pomoże ? Mam tego dość Luke!
Powiedziałam zawracając do domu i zostawiając chłopaka samego w zupełnej ciemności.