czwartek, 4 grudnia 2014

Rozdział 7

Luke PO'V
Jenny znalazła się tam w złym momencie. Akurat w tedy gdy miałem spotkać się ze Sky. To miała być niespodzianka... Coś o czym zawsze marzyła. Odepchnąłem Jen i zacząłem iść w kierunku domu Skyline by to wszystko jej wytłumaczyć. Kopałem wszystko co leżało na drodze. Nagle usłyszałem przed sobą głos. Podniosłem głowę i zobaczyłem jakąś dziewczynę leżącą na chodniku i chłopaka stojącego nad nią. Jestem ciekawski, więc podszedłem tam i zobaczyłem Sky. Leżała w kałuży krwi, a nad nią stał Colin. Nie wiedziałem czy najpierw zabic Colina czy zadzwonić po karetkę ale wybrałem tą rozsądniejszą opcje.
***
Siedziałem pod salą patrząc na sufit. Nie dzwoniłem po nikogo. Nie chciałem ich sprowadzać do szpitala by się martwili i zapewniali mnie, ze będzie wszystko ok. Będzie... Musi być ok i nie potrzebuję by ktoś mi to uświadamiał. Nagle z sali wyszedł lekarz. Spojrzał tylko na mnie i pokiwał głową po czym poszedł. Wyjąłem z kieszeni zdjęcie z Sky które dała mi kiedyś bym zawsze o niej pamiętał. Byliśmy młodzi i wszytko było żartem... Dla nas... Pamiętam to jakby to było przed chwilą.

-----------------------
Skyline PO'V

Zaczęłam skakać obok Lucasa i śmiać się głośno
- Co cię śmieszy mała frytko ?
- Tylko nie frytko Lucas !
- Ugh!
Zaśmiał się, a ja go przytuliłam po czym wsunęłam mu złożoną kartkę w dłoń
- Co to?
Spojrzał na mnie
- To byś zawsze o mnie pamiętał. To z wtedy, gdy wskoczyłeś mi na plecy i przewróciliśmy się do liści
Mruknęłam znów go przytulając.
-------------------------------

Wciąż wiem, że ma mi za złe to, że się nie odzywałem. Ale nigdy o niej nie zapomniałem.
Zawsze ja kochałem ale byłem za bardzo egoistyczny by zobaczyć, że ona mnie też. Wstałem i podszedłem do szklanych drzwi od sali. Leżała tam z maską tlenową. Była blada, bardziej białego koloru nigdy nie widziałem. Zobaczyłem, że ma na ręce bransoletkę, tę samą którą dałem jej pięć lat temu

------------------------
- Ej Sky
Krzyknąłem, a dziewczyna zeszła z huśtawki i podeszła do mnie.
- Tak?
- Mam coś dla ciebie
Powiedziałem i założyłem na jej nadgarstek bransoletkę o której zawsze marzyła.
- Luke... Nie musiałes
Mruknęła
- Dla ciebie wszystko, skarbie.
-------------------------------

Nagle mój telefon zaczął dzwonić.
- Halo?
- Luke ty świnio jak mogłe..
- Darcy... Sky leży w szpitalu. Przyjedź.
Nagle usłyszałem głos zakończonego połączenia.
Patrzyłem na Sky mysląc, że to wszystko moja wina. Chciałem ją teraz przytulić i mówic jej, ze ją kocham i tylko ona się liczy. Nagle usłyszałem głos za mną
- co jej ?
- Darcy... Jesteś... Nie wiem co jest. Widziałem tylko jak Colin stał na nią, a ona leżała w kałuży krwi.
- Zabiję go jak go spotkam.
- Nie tylko ty.
- Bedzie dobrze?
- Musi darc... Musi

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz